MARSite on-line | Star Wars Battlefront II
  -[ MARSite on-line ]-  

[Oficjalna strona gry Star Wars Battlefront II]


 
  Star Wars Battlefront II - recenzja
 
 
Z pewnością rok 2004 należał do gry Star Wars Battlefront. Jak to bywa w tej branży, nietrudno było przewidzieć, że LucasArts wyda kontynuację najlepiej sprzedającej się gry. I tak w rok później, wraz z premierą epizodu III – Zemsty Sithów na DVD, na półki też trafił sequel Battlefronta. Tak samo, jak w przypadku jedynki, taki i tu producentem był LucasArts, a wykonawcą Studio Pandemic.
Niestety premiera w Polsce nie wypadła najlepiej. Przyczyną tego była cena – 249 zł (sugerowana cena naszego dystrybutora). Oczywiście taką cenę narzucił europejski dystrybutor firma Activision, która podobno chciała wreszcie zapobiec nabywaniu tańszych gier przez zachód u nas. No cóż, pieniądze ważniejsze od zadowolenia klientów. I tak, przez jakiś czas musiałem obejść się smakiem i zazdrościć tym co grali. Ich zdania były różne, co bardziej mnie motywowało, aby samemu sprawdzić, czy gra jest godna swojego pierwowzoru (demo mnie zbytnio nie zachęciło). Dlatego ostatnio postanowiłem jednak nabyć grę taniej na jednej z aukcji na Allegro. Granie mam już za sobą, więc chętnie podzielę się wrażeniami.

  Pierwsze wrażenie  

Jeśli chodzi o samo wydanie gry, to nie odbiega ono innych gier tego wydawcy. Według mnie, wielkim atutem jest wydanie gry na płycie DVD (chociaż w innych krajach LucasArts sprzedaje grę w zarówno w wersji DVD jak i 4xCD). Mam nadzieję, że w dzisiejszych czasach stanie się to normą, bo żonglowanie płytami CD jest nużące.
Po bezproblemowej instalacji (tym razem nie było problemów z numerami seryjnymi) i uaktualnieniu gry, uruchomiłem ją. Pierwsze widoczne zmiany (były już w demie) tyczą się samego menu gry. Zamiast trójwymiarowego, animowanego menu prezentującego schematy jednostek bojowych stron konfliktów, mamy zwykłe szkice na szarym tle. Wszystkie opcje gry są umieszczone na górze strony w formie przycisków. Po skonfigurowaniu ustawień, przystąpiłem do grania. Na pierwszy ogień poszedł tryb...

  ... Multiplayer.  

Tak samo jak i w jedynce, tak i tu tryb gry w Internecie jest wspomagany przez aplikację GameSpy. Moja zabawa długo tu jednak nie trwała, z uwagi na brak graczy. Po włączeniu filtra, który miał mi pokazać jedynie serwery gdzie jest minimum pięciu graczy, do wyboru miałem 6 serwerów. Mimo wszystko postanowiłem dołączyć do jednej z toczących się rozgrywek (nie trzeba w tym celu tworzyć nowego konta gracza, gdyż działa to z Battlefront). Zabawa nie była zbyt wymagająca, tym bardziej, że głównymi moimi przeciwnikami były boty. Po dwóch mapach dałem sobie spokój.
Z tego co jednak zaobserwowałem, sama rozgrywka się nie zmieniła. Co prawda mamy tu nowe jednostki, czy pojazdy (o czym później). Do tego dochodzą nowe lokacje z "Zemsty Sithów" oraz walka w kosmosie. Jeśli chodzi o to ostatnie, to faktycznie obietnice producenta zostały spełnione - rozgrywka bazująca serii Rogue Squadron jest faktycznie łatwiejsza.
Jak już wspomniałem, mały wybór serwerów i niski poziom rozgrywek z bootami (gorzej jest jak ich w ogóle nie ma, gdyż gania się od punktu dowodzenia do innego trafiając od czasu do czasu na pojedynczego gracza), postanowiłem wziąć udział w grze ...

  ... dla jednego gracza.  

W tym trybie gry do dyspozycji mamy trzy rodzaje rozgrywek do wyboru: kampanię (campaign), podbój galaktyki (galactic conquest), szybka akcja (instant action).
Z uwagi na zapowiadaną, rozbudowaną kampanię historyczną, bardziej dopracowaną niż w jedynce, zacząłem od niej. Tytuł kampanii to "Powstanie Imperium" (Rise of the Empire) i to po jej stronie stoczymy całą batalię (zaczynając karierę w armii Republiki, kończąc w armii Galaktycznego Imperium). A tak konkretniej to przyjdzie nam zasilić szeregi 501 Batalionu Szturmowców, założonego przez samego Lorda Vadera. Najczęściej wygląda to tak, że raz walczymy na orbicie, raz na powierzchni planety. I tak odwiedzimy Coruscant, Feucia'ę, Gwiazdę Śmierci, Hoth, Kashyyk, Mustafar, Mygeeto, Polis Massa, Utapu, Yavin IV, czy pokład Tantive 4. Jak widać, niektóre lokacje były już w poprzedniej grze, lecz tutaj są one przebudowane lub całkiem nowe (np. na Kashyyku walczymy na nowej mapie, wzorowanej na "Zemście Sithów").
W odróżnieniu od poprzedniego Battlefronta, tutaj nie będziemy walczyć jedynie o dominację na mapie, poprzez przejęcie wszystkich punktów dowodzenia i eliminacji ustalonej z góry liczebności żołnierzy wrogiej nam armii. Tutaj ta rozgrywka jest znacznie trudniejsza i polega na wykonywaniu kolejnych zadań (następne jest możliwe po wykonaniu poprzedniego). Co gorsze, naszym wrogiem będzie czas i mała liczebność naszej armii. Grając na poziomie trudności normalnym (normal), najniższym dostępnym, nieraz miałem chęć porzucić grę (albo ten poziom trudności jest już bardzo wymagający, albo zardzewiałem jako gracz). Dlaczego? Otóż jak już wspomniałem, nasza armia ma ograniczoną liczebność, a nasz wróg za to nie ma limitu. Wygląda to tak, że za wykonanie kolejnego zadania, dodawana jest nam pewna ilość posiłków. Jest to jednak małe pocieszenie, gdyż wykonanie zadania należy wyłącznie do nas. I tak, nasi kompani sterowani przez sztuczną inteligencję, nie mogą przejmować punktów dowodzenia nawet stojąc obok nich. Stanowią oni jedynie zaporę ogniową, w dodatku nieraz mało skuteczną (marnują liczebność ważną przy naszym odradzaniu jak zginiemy), powolną (trochę czasu potrzebują, aby zacząć działać w przejętym rejonie i dotarcie do nas, do kolejnego celu). Dodam, że wróg dobrze wie, gdzie my jesteśmy, i że to nas należy eliminować w pierwszej kolejności. Najbardziej brak wsparcia odczułem na orbicie Yavin IV, gdzie mamy wiele zadań do wykonania (zniszczenie uciekających transporterów, conajmniej 10 myśliwców przeciwnika, dział i silników flagowego okrętu Rebeliantów), w dodatku w trakcie misji włącza się zegar odliczający czas do ucieczki naszego ostatniego celu, co będzie oznaczało niewykonanie zadania. Ważny tu jest wybór odpowiedniego statku (do zniszczenia poszczególnych obiektów lepiej nadają się bombowce, natomiast do walki z myśliwcami, szybsze jednostki). Dodatkowo, należy pamiętać, że każda broń (oprócz ręcznych blasterów na magazynki) przegrzewa się (na lądzie i w kosmosie), co oznacza, że ciągły ogień nie jest dobrym rozwiązaniem. Nie łatwo było też na samej planecie Yavin IV, gdzie Rebelianci oprócz piechoty, nasyłali na nas czołgi. Nasi kompani co prawda walczyli u naszego boku lecz obszczał piechoty oraz z naziemnych wieżyczek i czołgu to za dużo, tym bardziej, że jak już wspomniałem, sterowany przez komputer przeciwnik wiedział, że to my możemy jedynie wykonywać zadania (atakujący czołg nie interesuje się nawet naszym, atakującym go czołgiem i wali do nas nie tyle z działek co torpedami).
Czasem, w lokacjach gdzie potyczka toczy się wpierw na orbicie, potem na lądzie, możemy zrezygnować z którejś potyczki i przejść do kolejnego etapu naszej kampanii.
Oprócz przejmowania kolejnych punktów dowodzenia, tym razem będziemy wykonywać różnorodne zadania. Oprócz wspomnianego już niszczenia wrogich transporterów, silników czy dział, będziemy niszczyć komputery na statkach, podkładać ładunki (inaczej do wielu obiektów się nie dostaniemy), wykradać/chronić informacje (na dyskach), czy chronić generatory, niszczyć obiekty w obcych hangarach oraz zabijać stwory zamieszkujące daną planetę. W każdym bądź razie nudzić się tu nie da.
Pomimo sporych wymagań od gracza, gra jednak rozczarowuje. Chodzi o sam koniec kampanii, która kończy się na Hoth. Rozumiem, że do Hoth Imperium odnosiło znaczące sukcesy (chociaż Bespin też w filmie należał do nich), ale nie takiego zakończenia się spodziewałem. Po całej wrzawie w ostatniej bitwie, nagle komunikat o zwycięstwie, jakiś filmik, z którego pod wpływem adrenaliny z ostatnich misji nic nie pamiętam i napisy końcowe. Rozumiem, że grę potraktowano jako dodatek do epizodu trzeciego, gdzie tryumfuje Imperium, ale skoro i tak są w katalogu gry mapy z Endor, czy Tatooine, to czemu nie możemy na nich powalczyć? Przecież to kampania historyczna, a filmowa historia kończy się na bitwie o Endor! Mógłbym nawet do końca toczyć walkę po stronie Imperium i przegrać ją na Endor, ale przynajmniej przeżyłbym całą kampanię historyczną. Co prawda gra się zaczyna bitwami znanymi z "Zemsty Sithów", ale Naboo udało im się dodać do kampanii!
Jak wspomniałem, w katalogu z grą mamy dostępne inne mapy, które znajdziemy w rozgrywce szybka akcja (instant action), która wygląda jak ta z pierwszej części gry – na początku wybieramy które lokacje nas interesują i jakie siły konfliktu mają na nich walczyć (Republika kontra Separatyści, czy Rebelianci kontra Galaktyczne Imperium). Oczywiście mamy też możliwość konfiguracji rozgrywek: czy mogą w nich brać udział bohaterowie, czy ma być czasowa, ile limitów przechwycenia flag ma świadczyć o zwycięstwie, itd. W zależności od lokacji, mamy też do dyspozycji różne tryby rozgrywki. W kosmosie będą to: 1-Flag CTF i Assault. Na planetach mogą to być: Conquest, 1-Flag CTF, 2-Flag CTF, Hunt, Assault i XL. Oczywiście nie na wszystkich są dostępne wszystkie tryby rozgrywek. Na czym one polegają, opiszę później.
Inaczej mają się sprawy w przypadku podboju galaktyki (galactic conquest). Tutaj pojawia się nam mapa galaktyki, na której na przemian (turowo) z komputerem przesuwamy nasze floty na inne planety. Jeśli ona jest pod panowaniem wroga, dochodzi do potyczki, której celem jest przejęcie kontroli nad planetą (musimy opanować całą mapę zdobywając punkty dowodzenia). Tutaj nasi kompani już mogą przechwytywać wrogie punkty dowodzenia. Warto też zauważyć, że za zdobycie danej planety dostajemy kredyty, które możemy wydawać na lepsze uzbrojenie czy wyposażenie naszych jednostek.
Podbój galaktyki jest podzielony na cztery kampanie noszące następujące tytuły: Birth of the Rebellion, The Confederate Uprising, Republic Sovereignty i Dark Reign of the Empire. Jak można wywnioskować, każda kampania jest poświęcona jednej z czterech stron konfliktu z dwóch er jakie zawarte są w grze.
Jak już wspomniałem, w obu ostatnich trybach mamy dostępne dodatkowe lokacje, oprócz tych z kampanii. Obok wspomnianego już Endora czy Tatooine (mapa: Mos Eislay i Jabba's Palace), będziemy walczyć też o panowanie nad Dagobah, Geonosis, Utapau.
W trybie dla jednego gracza mamy do dyspozycji jeszcze jedną zakładkę kariera (career), gdzie możemy zobaczyć nasze statystyki.



  Rozgrywka  

Jak już wspomniałem, w grze wieloosobowej wiele się nie zmieniło – oprócz tego, że walczymy też w kosmosie, i że nasza broń tak samo jak w trybie jednego gracza się przegrzewa. Ogólnie rzecz biorąc, broń w rękach żołnierzy jest taka sama jak w Battlefont. Widoczne zmiany są za to w trybie pojedynczego gracza. Oprócz zdobywania panowania nad całymi mapami, mamy też do wykonania różne zadania. W tym celu pojawiły się nowe jednostki (notabene niektóre z nich miały być w jedynce), w tym te, przeznaczone jedynie do misji związanych z walką w kosmosie. I tak, u Rebeliantów oprócz zwykłych żołnierzy, żołnierzy przeciw pancernych, strzelców wyborowych, pilotów mamy przemytników (są oni w zamian za przemytników Wookiee z Battlefronta) oraz wojowników Wokiee, szpiegów Bothan i marines. Piloci i marines są dostępni jedynie w misjach w kosmosie. W tej części gry, zdolności do naprawiania i budowania oraz podrzucania kompanom apteczek i magazynków przejęli przemytnicy.
Z nowych jednostek najciekawiej wypadają szpiedzy Bothanie. Mogą oni przenikać do wrogich baz i przeprowadzć tam sabotaż. Ważną ich cechą jest zdolność stawanie się niewidzialnymi (przeźroczystymi) oraz jako jedyni mają możliwość regenerowania swojego zdrowia.
W przypadku Galaktycznego Imperium, swoje "stanowiska" zachowali szturmowcy, ciężcy szturmowcy, zwiadowcy, piloci i mroczni szturmowcy. Kosmos obok pilotów "obsłużą" tak samo jak u Rebeliantów marines, natomiast na lądzie pomogą inżynierowie i oficerowie. Inżynierowie pełnią role rebelianckich przemytników, zaś oficerowie mają dodatkowe zdolności, równoważące siły w walce z rebeliantami. Mogą obsługiwać moździerz, dzięki treningom zadawać swoją bronią większe szkody niż inni oraz dodatkowo dostarczać apteczki i amunicje.
W przypadku armii Republiki jako podstawowa jednostka pozostają klony, wspierają ich snajperzy oraz klony z plecakami odrzutowymi i piloci. Dodatkowo mamy marines (w raz z pilotami działają tylko w kosmosie), ciężkich szturmowców (w zamian za Arc Troppera z Battlefronta) oraz klony dowódcy i inżynierowie.
W przypadku armii separatystów (robotów) pozostały super roboty bojowe, roboty szturmowy, roboty niszczyciele, roboty piloci. Zamiast robota snajpera mamy robota skrytobójcę, robota inżyniera, robota marines (wraz z robotem pilotem tylko w kosmosie) oraz roboty strażnicy (znani z Zemsty Sithów – osobista ochrona generała Grievousa).

Oprócz wymienionych zmian w szeregach poszczególnych armii, w Battlefront II gracz może wcielić się w skórę bohaterów filmowych. Mowa o rycerzach Jedi, którzy w pierwszej części gry jedynie sterowani przez komputer ganiali po mapach. Każda armia ma swoich bohaterów z pośród których gracz będzie mógł wybierać gdy sobie na to zasłuży. I tak Rebelianci mają: księżniczkę Leia'ę, Luke'a Skywalkera i Chwbaccę; Galaktyczne Imperium: Dartha Vadera, Dartha Sidiousa i Boba Fetta; Republika: Aayla Secura, Ki-Adi-Mundi'ego, Obi-Wan Kenobi'ego i Anakina Skywalkera; Separatyści: Hrabiego Dooku, Dartha Maula, generała Grievousa i Jango Fetta. Oczywiście każdy bohater ma unikatową zdolność. Aby móc nimi zagrać, należy się wykazać (zdobyć odpowiednią ilość punktów dowodzenia, czy punktów za zadania). W przypadku trybu multiplayer, ustawienia serwera muszą zezwalać na możliwość grania bohaterami.
Gdy już sobie zasłużymy na miano bohatera, na dole ekranu dostaniemy komunikat czy chcemy zagrać jedną z postaci historycznych (domyślnie F1), czy nie (F2). Jeśli się zgodzimy, nasza gra zostaje przerwana, a my się odradzamy w wybranym punkcie jako bohater. Oczywiście, aby były jakieś szanse dla przeciwnika, bohaterem możemy być przez jakiś czas (pokazuje nam to pasek w formie miecza świetlnego, którego ostrze się skraca z upływem czasu). Odnosząc rany, czas się skraca, zabijając przeciwników, wydłuża. (Nawiasem mówiąc rozbawił mnie Yoda, którego nie było widać w trawie na Kashyyyk).
Nasze armie mają też do dyspozycji maszyny bojowe, charakterystyczne dla danej ery i strony (czołgi, maszyny kroczące). Zobaczymy tu nowe jednostki wprowadzone przez epizod trzeci. Z uwagi na możliwość walki w kosmosie, myśliwce, które w pierwszej części wspomagały nas na lądzie, znalazły wreszcie swoje należne miejsce i możemy je używać zgodnie z przeznaczeniem. To właśnie jednostki przeznaczone do latania przeszły największe modyfikacje na plus. Prowadzi, abo raczej pilotuje się je łatwiej (klawiatura + mysz), są zwinniejsze (dodano im m. in. lot śrubowy) przez co można nimi robić różne manewry. Przydają się one przede wszystkim, jak wróg wyśle w naszym kierunku torpedę, która siądzie nam na ogonie (na ekranie mamy informacje na temat jej odległości do nas, co pomoże nam wykonać choćby manewr wymijający w ostatniej chwili). Oczywiście mamy też sygnał alarmowy, który cały czas daje nam znać że pocisk leci za nami.
Ważnym ułatwieniem jest możliwość zablokowania czujników naszego myśliwca na interesującym nas celu (domyślnie klawisz Q). Możemy na przykład namierzyć w ten sposób obcy myśliwiec, czy generator pól ochronnych, działo, silnik, itp., dzięki czemu, będziemy wiedzieć gdzie jest nasz cel – pojawiają się dodatkowe strzałki pokazujące kierunek, w którym należy lecieć, aby dopaść cel. Twórcy bardziej uwidocznili pasek stanu niszczonego obiektu (w kosmosie na lądzie), dzięki czemu wiemy ile jeszcze obca jednostka wytrzyma.
Ważne jest, że jednostek latających tu nie brakuje jak to było w Battlefront. Nie musimy czekać aż maszyna naszego kompana zostanie zniszczona, aby nowa się pojawiła w hangarze. Teoretycznie po wystartowaniu jednej jednostki, po chwili na jej miejscu pojawia się nowa maszyna.
Skoro jesteśmy jeszcze przy lataniu, warto wspomnieć, że będąc pilotem, nasz statek podczas lotu ma naprawiane uszkodzenia (oczywiście szybciej idą naprawy jak wylądujemy w hangarze i użyjemy noża fuzyjnego). Poza tym, pilot może podkładać ładunki czasowe, którymi możemy przeprowadzać sabotaż po wylądowaniu w hangarze wrogiej jednostki. I na tym koniec zalet pilota. Niestety ma on mało ładunków przy sobie i jest najgorzej uzbrojony – oprócz czasowej bomby i noża fuzyjnego ma tylko pistolet. Jednak z uwagi na możliwość naprawiania maszyn, jest on lepszym rozwiązaniem niż lepiej uzbrojony marines.
Dodatkową cechą w walce w kosmosie jest możliwość obsługi działek naszych okrętów flagowych. W tym celu idziemy do pomieszczeń znajdujących się przy hangarze i zasiadamy do jednego z pulpitów (każdy jest do innego działka umieszczonego na burcie naszego statku).

Walcząc czy to na lądzie, czy w kosmosie, nie natrafimy na niewidoczną granicę. Tak samo jak w jedynce, i tutaj odchodząc/odlatując za daleko dostajemy komunikat, że opuszczamy pole walki, co się wiąże ze śmiercią, jeśli będziemy dalej się oddalać.

Skoro wiem już z kim będziemy walczyć i czego możemy używać, napiszę kilka słów o trybach rozgrywek, o których wcześniej wspomniałem:
  • 1-Flag CTF - gracze zdobywają punkty poprzez odnoszenie flag do wrogich baz. Zwycięstwo odnosi się, po zdobyciu określonej ilości punktów.
  • 2-Flag CTF - w odróżnieniu od poprzedniej rozgrywki, tutaj musisz przynieść flagę wroga do naszej bazy. Zwycięża się po zdobyciu odpowiedniej ilości punktów.
  • Hunt (polowanie) - tutaj jedna drużyna poluje na drugą. Ci co polują, muszą w odpowiednim czasie wyeliminować wszystkich członków przeciwnej drużyny. Jeśli im się to uda, zwyciężają. Jeśli drużyna która jest "zwierzyną", nie zostanie cała wyeliminowana, ona odnosi zwycięstwo.
  • Assault (szturm) - zwycięstwo jest po zdobyciu odpowiedniej ilości punktów. Punkty zdobywa się poprzez niszczenie wrogich jednostek lub obiektów.
  • Conquest (podbój) - to nic innego jak przejęcie dominacji nad mapą poprzez zdobycie wszystkich punktów dowodzenia (flag) przeciwnika, chroniąc jednocześnie swoich.
  • XL - określając najprościej – jedna wielka "masakra". Na przeciw siebie stają dwie ogromne armie, których zadaniem jest wyeliminowanie wszystkich przeciwników z pola walki (z uwagi na "gęste zaludnienie" mapy, przyda się dobry komputer). Walka tyczy się pomiędzy piechotą. Z uwagi na znaczną liczebność armii, cała mapa jest pełna żołnierzy obu stron wymieszanych za sobą (masakra).


  Grafika i dźwięk.  

Jeśli chodzi o stronę techniczną wykonania gry, to mamy tutaj podrasowany silnik z pierwszej części gry. Mimo, że wszystko wygląda podobnie, Battlefront II wydaje się na bardziej dopracowanego. Mamy tu więcej szczegółów, mapy wydają się bardziej rozbudowane. Wydaje się, że pomimo większej ilości szczegółów i "fajerwerków", gra działa sprawniej – może dlatego, że rozdzielono walkę naziemną z lataniem przy użyciu myśliwców. Nie oznacza to, że gra mniej wymaga od naszego sprzętu.
Jeśli chodzi o oprawę dźwiękową, to jak zwykle w produktach LucasArts nie odbiega ona od standardów wytyczonych w filmach. Ta sama baza sampli. To samo tyczy się muzyki. Cały czas nam towarzyszą tematy z całej trylogii "Gwiezdnych Wojen". Jak zwykle oprawa dźwiękowa buduje klimat. Jedyne co dziwi, to towarzysząca muzyka, która czasem towarzyszy innym armiom niż to w filmach było – (np. temat Naboo towarzyszy armii Rebeliantów).
Na pocieszenie mogę powiedzieć, że wśród utworów usłyszymy fragment piosenki Ewoków, którą śpiewały na końcu filmu Powrót Jedi, a która została usunięta w edycji specjalnej filmu z 1997 roku oraz z wersji DVD.
Zauważyłem tez problemy z muzyką w menu gry. Zdarza się, że utwór sie urywa i panuje przez chwilę cisza, potem słyszymy już całkiem inny utwór.

  Podsumowanie  

Z uwagi, że gra wygląda na poprawioną jedynkę, raczej nadaje się na dodatek niż drugą część. Na pewno nie jest warta wygórowanej, szczególnie jak na nasze warunki, ceny. Map jest sporo, dodatkowo walka w kosmosie. Mimo, że powtarzają się planety z jedynki, mapy są raczej nowe. Te zaś co się powtarzają, przeszły w mniejszym lub większym stopniu przebudowę. I tak Naboo, na którym walczymy teraz w nocy i wygląda ładniej. Natomiast na Hoth z rebelianckiego hangaru możemy przejść na dodatkowe pole, gdzie szykowany jest transporter, którym Rebelianci chcą się ewakuować.
Jakby nie patrzeć, bark tu kilku map z jedynki. Skoro gry są tak podobne, dwójka powinna korzystać z map poprzednika. Brak mi przede wszystkim Bespin i pól z Naboo. Ciekawie wyglądają też nowe mapy. Co prawda niektóre są strasznie kolorowe i "zawalone miejscowymi elementami" charakteryzującymi dane środowisko i co się niestety odczuwa na ilości odtwarzanych klatek na sekundę. Z nowych map najbardziej przypadła mi do gustu planeta Mustafar.
Szkoda, że mało jest graczy w sieci. Dlatego pozostają nam rozgrywki z botami. Na szczęście sztuczna inteligencja w grze dla jednego gracza jest bardziej dopracowana, przez co rozgrywka jest bardziej wymagająca. Nawet Ewoki tym razem mogą dać nam popalić (zależy od poziomu trudności; nie wspomnę, że są niscy i giną w trawie, więc trudniej w nich trafić). Co prawda nie wszystkie rozgrywki mogą przypaść do gustu, ale ważne jest, że trochę ich tu jest.
Mimo sporej kasy, jestem zadowolony z nabycia tej gry. Może jest wtórna w wielu momentach, ale wydaje mi się, że lepiej działa i dostarcza mi więcej emocji. Tylko szkoda, że nie ma wszystkich ma z jedynki...

mars


Recenzja powstała na podstawie oryginału gry z uaktualnieniem do wersji 1.1




OCENA PRODUKTU:
fabuła/pomysł : 5,0

wymagająca i zapewniająca wiele emocji rozgrywka dla jednego gracza, fajne nowe mopy z obu trylogii; szkoda, że w sieci mało serwerów z ilością graczy zapewniającą dobra rogrywkę.

muzyka : 5,5 -

John Williams! Trochę dziwnie się gra daną armią z danej epoki, słysząc muzykę z innej.

dźwięk : 6,0 -

baza dźwięków z filmów, wysoka jakość, dopasowane, dobrze brzmią w dźwięku przestrzennym.

grafika : 5,0 -

bardziej szczegółowa i dopracowana w stosunku do jedynki, ale w sumie mało nowości; niektóre mapy zbyt pstrokate.

wykonanie : 4,0 -

wykonanie samej gry lepsze niż w jedynce, ale filmiki naprawdę słabe jakościowo.

innowacje : 4,5 -

potyczki w kosmosie, możliwość grania bohaterami. Gra się lepiej niż w jedynkę – poprawiono wiele elementów. Tym razem singleplayer lepszy od multiplayera.

to coś : +0,5 -

nie wiem czemu, bitwy historyczne lepiej mi sie spodobały niż w jedynce (chociaż kilka powtórzyło się); potyczki bardziej wciągające.

Ocena końcowa : 5,5



[Powrót na poprzednią stronę]  [Powrót na górę strony]


 
[poprzedni screen][następny screen]


Copyright © 2001-2019 MARSite on-line | Cookie i Zasady ochrony prywatności.
Layout made by Kirtan Loor